Co jeśli?

Co, jeśli? Co, jeśli za każdym razem, kiedy ktoś pomyśli lub powie „co, jeśli”, tworzy się nowy wszechświat, który jest idealną kopią poprzedniego, z tą różnicą, że w tym nowym wszechświecie osoba, która powiedziała lub pomyślała owe „co, jeśli”, dowiaduje się, że właśnie stworzyła nowy wszechświat z zasadą „co, jeśli”. Co, jeśli tak naprawdę jest? Co, jeśli samo pisanie o „co, jeśli” tworzy wszechświat z nową osobą myślącą „co, jeśli”, a ta osoba tworzy świat, w którym po pomyśleniu tej magicznej frazy może stać się coś całkowicie losowego, np. słuchawki przestaną wydobywać dźwięki z jakiegoś urządzenia, a zamiast tego zaczną te dźwięki tworzyć dzięki wolnej woli. Dźwięki owe będą wypadkową tej woli, ale dla ludzi będą to jedynie niezsynchronizowane i losowe dźwięki, coś bez znaczenia i zamysłu. Czy w takim świecie ktoś w ogóle wynalazłby słuchawki? Bo skoro ktoś je wynalazł z określonym zamysłem i celem, którego nie spełniałyby w tym świecie, to stworzone słuchawki nie byłyby słuchawkami, tylko nieudaną próbą stworzenia słuchawek. W takim razie, co byłoby zamiast słuchawek? Czy wszystko działałoby na głośnikach? I czy skoro słuchawki nie miałyby racji bytu w tym świecie, to w ogóle powinno się opisywać ich zasadność? Co, jeśli to wszystko dzieje się właśnie teraz? I te biedne słuchawki, które powinny mieć wolną wolę i powinny odgrywać własne symfonie, po prostu nie istnieją? Zadanie tych pytań może być równie mało znaczące jak to, co niektórzy uważają za znaczące, a dla nich jest to znaczące, bo tak im się tylko wydaje. I czy relatywizm to prawda, czy fałsz? Co, jeśli zapętlę się w zadawaniu kolejnych pytań i będę pisał ten tekst w nieskończoność? No, raczej tak nie będzie, bo ledwo udało mi się zebrać na tyle woli, żeby ponownie włączyć przed chwilą wyłączonego laptopa celem przepisania tych rozważań.