Oda do Połacia

Oczywiście chodzi o Piotra Połacia, wybitnego wokalistę, multiinstrumentalistę, autora tekstów do piosenek, scenarzystę, aktora, producenta, reżysera, et cetera, et cetera. Krótko i zwięźle - polski da Vinci okalany na skórze, jedynymi w swoim rodzaju, manuskryptami. Nim jednak przedstawię prawidłową treść apostrofy do najznamienniejszego polskiego artysty dwudziestego pierwszego wieku (piszę to serio, stawiając na szali mój honor), pragnę nakreślić kontekst wymierającej już tradycji pisania hymnów pochwalnych.
Zjawisko wygaszania tej wiekowej sztuki chciałbym przed wszystkim połączyć z dość powszechnie dzisiaj zauważanym trendem upadku autorytetów. Zasada jest prosta, skoro nie ma nieskazitelnych bohaterów, co do których wszyscy, bez cienia wątpliwości, zgodzą się do ich heroizmu, to nie może być też mowy o hymnach na ich cześć. Mało jest w aktualnej, zglobalizowanej, społecznej świadomości postaci, których postawa by łączyła, a nie dzieliła. Polskie poletko zna mnóstwo przykładów ludzi sławiących dobre imię narodu, propagujących hart ducha, zaradność, upór czy po prostu przyzwoitość, a jednak przez część naszych rodaków i tak są oni „hejtowani”. Pierwszy lepszy Robert Lewandowski niech będzie nam ilustracją owej krytyki mimo zasług. Co do jego wkładu w polski sport chyba nikt nie ma wątpliwości. Jednak w erze globalnej wioski, gdzie niemal każdy ma dostęp do wypowiedzenia się na szeroką skalę, bardzo wiele osób nadużywa tego przywileju pragnąc zabłysnąć „swoim” zdaniem. A jak najłatwiej zabłysnąć? Oczywiście wytykając komuś pewne przywary, krusząc marmur jego wizerunku. Obecny postęp techniki spotęgował widoczność „ludzkości w ludzkości”. Zasłona dymna niewiedzy, za którą w parze szła wiara w ludzki ideał, zniknęła wraz z eksponowaniem przez celebrytów swojego życia w social mediach, jak i tym, że ktoś owo życie może skomentować. Jednocześnie, jeśli nie wystawiasz na internetowy świecznik swojego „ja”, to tak naprawdę nie istniejesz. W tymże właśnie świecie ciężko więc o bohatera, który będzie ideałem, bo ideały nie istnieją, a kreacje, które nawet bardzo długo potrafią się ostać z piętnem doskonałości i tak, koniec końców, giną wraz z pierwszym ujawnionym skandalem.
Drugim, ale również istotnym, aspektem mającym wpływ na upadek autorytetów, moim zdaniem, jest odejście od sacrum. Coś, co jeszcze nasi rodzice mieli za aksjomat, czyli, że wiara jest niezbędnikiem w ludzkiej hierarchii potrzeb, teraz wymarło ze zbiorowej świadomości. Znów polski przykład będzie nam tu pomocny, gdzie kościół katolicki, niegdyś ostoja narodu w jego najtragiczniejszych chwilach, nie przetrwał ekspansywnej zmiany kulturowej znaczącej początek XXI wieku, upadł pod ciężarem swojej pychy i grzechów, idąc na ilość a nie jakość swoich wiernych, nie potrafił przekonywać kolejnych pokoleń, że warto wierzyć w jego doktryny. W związku z tym, niegdysiejsze tradycje artystów będących pod mecenatem religii, które swą opieką niejako wymuszały tworzenie kolejnych arcydzieł artystycznych (od pieśni, przez obrazy, aż po rzeźby i architekturę) związanych właśnie z tematyką sakralną. W takich właśnie warunkach, hymny pochwalne miały swój „prime”, bo na pęczki było ideałów do czczenia. Mowa tu o świętych, jak również o synonimie ideału czyli bóstwu.
Podsumowując: mimo, iż nie moda teraz kogoś wychwalać, bo lepiej ganić, ja jednak dam odpór fali i przedstawię wam efekt mojego nieskalanego zachwytu nad pojedynczą istotą ludzką.
Oto Oda do Połacia:
Połać ty chuju kocham twój anielski głos!